B

L

Ocymelium

G

Zapis jednego z dobrych wspomnień z dawnych lat.
Druga część opowiadania o rubasznym Mnichu oparta na realnej rozgrywce w Talizman.
Tak naprawdę Mnich przez pewien czas nie był sobą, ba, na początku nie wiedział nawet, że ta opowieść będzie kontynuacją jego przygód! Po krainie Talizmanu wędrowali bowiem Troll, Czarownica i Ghul, który powstał z martwego ciała Mnicha tracąc przy tym wszystkie wspomnienia z poprzedniego życia. O Trollu wiadomo tyle, że przez długie miesiące siedział w samotności na Szczycie Świata i raził kolejnych Poszukiwaczy zaklęciem Rozkazu, nie pozwalając nikomu wkroczyć na okupowane przez siebie tereny. Niestety, ceną odosobnienia i absolutnej potęgi była utrata wszystkich zdobytych uprzednio bogactw, koneksji i umiejętności. Ujmując rzecz prosto: świat zapomniał o Trollu i o jego legendarnej pale, a on sam rozleniwił się od mechanicznego unicestwiania wszystkich przeciwników bez udziału swojej nadludzkiej siły...

Nasza opowieść rozpoczyna się w niewielkim opactwie położonym na peryferiach znanego świata. W wieku szesnastu wiosen przybył doń pewien wielce obiecujący, acz niepokorny kleryk, niestroniący od rozpustnego życia i do upadłego korzystający z wszelkich innych uciech świata doczesnego. Przełożeni wysyłając go tam myśleli, że być może drakońskie zasady i obecność innych zakonników nauczy młodzieńca pokory, ale efekt był zgoła odwrotny - w ciągu wielu wiosen spędzonych w odosobnieniu, z którego

...
Próba zapisania prozą treści jednego z moich snów, które nie są całkiem normalne, delikatnie mówiąc.

Świat stanowi Plaża, poza Plażą nie ma innego Świata. Na zachodzie wznosi się olbrzymie skalne urwisko blokujące drogę i widoczność. Od wschodu poprzez północ aż do zachodniego urwiska rozciąga się długi pas lasu tropikalnego, w który nie da się wejść tak, by dało się wyjść. Na południu, wzdłuż plaży, widnieje Morze Syrenie ciągnące się aż po horyzont. Taki to właśnie śmieszny, podłużny

...
Karczma tylko dla motoku w Dzielnicy Szeptów. Siódmy dzień z rzędu skulony mężczyzna siedzi w rogu i popija masirij-toka unikając pogardliwych spojrzeń przeszywających go na wylot niczym vahey'll. Aż w końcu... tak! To ona! Radość i ulga nie trwają jednak długo, gdyż szybko zostają zagłuszone kolejnymi falami strachu i niepewności. - Ty! Ty tam! Ko'ora! Idzie ku niemu i przysiada się. Oczy patrzących kierują się nagle w inną stronę.