B

L

Ocymelium

G

- Co z tobą nie tak, Geralt? Wyglądasz jakbyś...
- Darujże, Zoltan, mówiłem ci przecie, że wszystko w porządku. W końcu jestem wiedźminem, mutantem bez uczuć, dam sobie radę. - burknął szorstko wiedźmin pociągając solidny łyk podłego wyzimskiego piwa.
- A ten znowu swoje. - bard przewrócił oczyma. - Nawet ślepiec by dojrzał, żeś przygasł okrutnie w ciągu paru ostatnich dni. Dawniej

...
Ten dzień nie różnił się prawie niczym od stu czterdziestu trzech tysięcy dziewięciuset pięćdziesięciu dwóch innych, które Każdens skwapliwie przepracował na posterunku, stukając palcem w klawiaturę komputera. Jedyna zmiana, jaka zaszła, była raczej mało istotna (Słońce zmieniło kształt ze spiczastego na okrągły, ale to dość często się zdarza podczas okresu godowego grzebiuszki ziemnej). Nagle ostry jak brzytwa głos rozciął mu spodnie; na podłogę skapnęła kropla krwi, próbując popełnić samobójstwo skacząc z wysokości. Nie udało jej się.
Sixsmith! Dziś jest wspaniały dzień, ironicznie powiedziawszy, aż nazwę go chyba Dniem Zastoju i przypiszę mu wartość NULL...
Siadać chłopy, siadać baby, opowiem wam wnet o śmiałku, co w tysiącach i legionach rozpierdalał wredne szwaby, siekąc mendów bez ustanku, za wyjątkiem poniedziałku.