Ciało Mnicha stoczyło się z gór wprost do drugiej części opowieści o jego przygodach, jednak tym razem prócz Trolla i Mnicha do zabawy dołączyła również Czarownica. Oto...

Opowieść o Upadłym Mnichu 2

Od kieliszka do Korony Władzy

Tak naprawdę Mnich przez pewien czas nie był sobą, ba, na początku nie wiedział nawet, że ta opowieść będzie kontynuacją jego przygód! Po krainie Talizmanu wędrowali bowiem Troll, Czarownica i Ghul, który powstał z martwego ciała Mnicha tracąc przy tym wszystkie wspomnienia z poprzedniego życia.

O Trollu wiadomo tyle, że przez długie miesiące siedział w samotności na Szczycie Świata i raził kolejnych Poszukiwaczy zaklęciem Rozkazu, nie pozwalając nikomu wkroczyć na okupowane przez siebie tereny. Niestety, ceną odosobnienia i absolutnej potęgi była utrata wszystkich zdobytych uprzednio bogactw, koneksji i umiejętności. Ujmując rzecz prosto: świat zapomniał o Trollu i o jego legendarnej pale, a on sam rozleniwił się od mechanicznego unicestwiania wszystkich przeciwników bez udziału swojej nadludzkiej siły. Gdy w końcu zlazł ze Szczytu Świata, ujrzał dopiero co przybyłą do Krainy Czarownicę, i z rozkoszą zatarł ręce. "Będzie kogo bić!", pomyślał.
Wniosek z tego taki, że praca zdalna jest niezwykle wygodna, ale jednocześnie osłabia ciało i rozleniwia duszę.

Ghul wstał ze swego grobu, przeciągnął się, podniósł prawą ręką lewą rękę odpadłą podczas przeciągania się, wstawił ją sobie z powrotem w staw z głuchym mlaśnięciem, po czym nie myśląc długo, a ściślej mówiąc - wcale - ruszył przed siebie, kierując z niewiadomych przyczyn swoje kroki w stronę karczmy. Po drodze napotkał rozbójnika, który spuścił mu tęgi łomot. Ghul nie przejął się tym zbytnio, wszakże był nieumarłym, i ruszył dalej, hen przed siebie, gdzie - albo raczej, na ile - nogi poniosą. W napotkanych ruinach odnalazł tajemniczy artefakt, znany jako Złowrogie Oko, dzięki któremu mógł uniknąć pokonania w walce w zwarciu, a przynajmniej tak głosiły runy opisujące działanie owego artefaktu. Ghul wzruszył ramionami, dbając o to, by żadne z nich nie odpadło, po czym schował Oko do sakwy i ruszył dalej. Poszukując nowych ofiar napotkał na swej drodze Czarownicę. "Móóózg, móóózg...", rzekł do niej, ta jednak odepchnęła go Zaklęciem Spławienia Natrętnego Adoratora, przez co Ghul ponownie został ranny - o ile to słowo ma jakiekolwiek znaczenie w przypadku chodzących trupów - a ponadto utracił Złowrogie Oko, które Czarownica zagarnęła dla siebie jako łup. Jako, że do tej pory poczciwy truposz wciąż jeszcze nie wygrał jeszcze żadnej walki, a głód mózgów doskwierał mu coraz bardziej, tako skierował swoje posuwisto-kulawe kroki ku równinom, na których oberwał po łbie od chochlika. Po tej walce nieumarły był już ledwo martwy i czuł świszczący oddech życia na plecach, a do tego dręczył go potworny głód i pragnienie. Chciało mu się pożerać mózgi... a może napić wykwintnego, taniego bełta? Wszak wiadomo, że bełt jest jak wino - im tańszy, tym lepszy... ale skąd brały się te myśli?
Ghul oczywiście nie mógł mieć pojęcia, że były to przebłyski z jego dawnego żywota, które już prawie go dosięgło. Nim truposz zdołał powlec się z powrotem w stronę cmentarza, by zregenerować wyleczone tkanki i na powrót zakazić je gangreną i rozkładem, dostrzegł kątem oka górującego nad okolicą Trolla. W tym właśnie momencie w Ghulu przebudził się dawny Mnich, a wraz z nim przyszła nieokiełznana wściekłość i dzika żądza zemsty. Bez chwili zwłoki żywe zwłoki podążyły na ślepo w kierunku Trolla i z pasją wgryzły się w jego łokieć, ten zaś, poczuwszy nieśmiałe ugryzienie, pacnął kupę mięsa olbrzymią pałą, ostatecznie niszcząc oponenta. Jak się miało później okazać, to był ogromny błąd, ponieważ w tejże chwili...

MNICH POWRÓCIŁ.

Ghul zaznawszy życia stał się na powrót Mnichem, lecz większym, silniejszym i szybszym. Tu zaczyna się druga część opowieści o zmaganiach Trolla i Mnicha, z dodatkową zawartością DLC w postaci Czarownicy.

Mnich nie mógł uwierzyć w swoje własne szczęście! Chociaż... czy to na pewno było szczęście? Nie! To była jego żelazna, zaprawiona alkoholem wysokoprocentowa determinacja! Aby uczcić swój powrót do świata żywych, Mnich udał się do gospody, po drodze będąc zaczepionym przez najemnika szukającego uczciwego zarobku.
- Szacowny Mnichu, szukam uczciwego zarobku... może... - rzekł najemnik, lecz Mnich przerwał mu w pół słowa, wzdrygając się na dźwięk słów "uczciwy zarobek", i odpowiedział krótko:
- Panie, jam jest Mnich-ochlajtus, daj mi pan spokój z uczciwym zarobkiem! Zająłbyś się pan chlaniem jak ja, co?
Tako rzekłszy, Mnich kontynuował swoją podróż do karczmy, gdzie spotkał kilkoro starych przyjaciół i zaczął wspominanie starych czasów. Niestety, wspominanie trwało tylko chwilę, zaś pobyt w karczmie co najmniej dobę, jako że po zaledwie siedemnastej kolejce Mnich padł nieprzytomny pod stół. Stało się tak dlatego, że czas spędzony w grobie pod postacią Ghula znacznie osłabił tolerancję Mnicha na alkohol, choć jego determinacja do wiecznego unikania stanu trzeźwości pozostała bez zmian. Gdy Mnich w końcu się ocknął, ujrzał nad sobą tęgiego osiłka, którego najwyraźniej przerażała myśl o byciu zepchniętym z należnego mu podium w zawodach pijackich, i do tego przez jakiegoś obdartego włóczęgę. "Cholera", pomyślał Mnich lecąc przez całą salę karczmy po ciosie zadanym mu przez osiłka. "To ma się znowu tak skończyć? Nie ma mowy!", po czym, wciąż będąc w powietrzu, zaklął rzeczywistość i nawet pomodlił się o miękkie lądowanie do Browarii, bawarskiej Bogini piwa. Browaria w przeciwieństwie do innych Bogów uwielbiała Mnicha i jego regularne wysokoprocentowe modlitwy, jakie wznosił na Jej cześć, toteż sprawiła, że w wyniku zderzenia z belką podtrzymującą strop Mnich stracił jedynie trzonowca, a poza tym wyszedł ze starcia cało. Mało tego - Mnich podniósł się z ziemi, otrzepał z kurzu, wypluł zęba, pociągnął łyczek wódki ze stojącej obok pełnej butelki... po czym zamachnął się i cisnął pustą butelką w osiłka z taką siłą, że ten przebił się przez ścianę karczmy i wyzionął ducha w ogródku pośród połamanego drewna i polnego chwaściwa, nie zdążywszy nawet powiedzieć zwyczajowego "NANI?!". Powiedzenie "wąchać kwiatki od spodu" stało się dlań przykrą dosłownością.

Opuściwszy karczmę, Mnich napotkał najemnika ponownie...
- Panie Mnichu, niechże pan zobaczy, wydałem ostatnie pieniądze na butelkę z wodą! Teraz też już chleję, widzi pan? Może...
- Panie, nie leć pan se kurde w kulki ze mną, mnie się kurde o alkohol rozchodzi zasadniczo, a nie o wodę! Wódkę ma pan chlać, słyszy mnie pan kurde?! A w ogóle to dawaj mnie pan tę butelkę! - rzekł Mnich, po czym ruszył w dalszą drogę bogatszy o butelkę z wodą. Co prawda woda to nie alkohol, ale lepiej tak oszukać organizm, niż zacząć trzeźwieć.

W tym samym czasie Troll i Czarownica ścigali się po Krainie, zbierając kolejne artefakty, doskonaląc zdolności i próbując się nawzajem zabić, jednak za każdym razem Czarownica cudem wymykała się Trollowi, niestrudzenie unikając ciosów jego wielkiej pały, co tylko bardziej go rozjuszało. Wkrótce do tego wyścigu dołączył również pijany jak bela Mnich, i on również unikał ciosów pałą i zaklęć Czarownicy dzięki krążącej w jego żyłach wysokoprocentowej lokacie we własne bezpieczeństwo. Złowrogie Oko, należące pierwotnie do Ghula będącego nieumarłymi zwłokami Mnicha, krążyło pomiędzy tą trójką, wyrywane sobie nawzajem jako łup, aż w końcu zrobiło pełne kółko i trafiło z powrotem do Mnicha, który ostatecznie stracił je na rzecz Czarownicy.

Dni mijały, a trójka Poszukiwaczy wciąż wędrowała po Krainie, polując na siebie lub starając się nie zostać upolowanym. W końcu ich umiejętności osiągnęły taki poziom, że zaczęli poważnie rozważać wdrapanie się na Szczyt Świata i zagarnięcie mocy Korony Władzy dla siebie...

Mnich postanowił obmyśleć swój genialny plan bazując na niesamowitym przypływie weny, czyli mówiąc prościej - po pijaku. Udał się z tym zamiarem do karczmy, lecz po drodze zaczepił go dobrze znany najemnik.
- Panie Kierowniku, niechże pan zobaczy, wpadłem w alkoholizm specjalnie dla pana! Niech no mnie pan wynajmie, zaatakujmy choćby i goblina... takiego małego, i bez broni...
- A idźże pan precz, panie kurde ty tam najemny! Niktże się panu w alkoholizm wpędzać - nie kazał! Przyczepił się do mnie jak rzep - do psiego chwosta! Złota mojego pan nie dostaniesz, koniec, i basta! - rzekł gniewnie Mnich, po czym wyminął żebrzącego najemnika i udał się do gospody, gdzie po siedmiu butelkach wódki i czternastu bełtach stoczył się pod stół obmyślając swój genialny, libacyjny plan.

W tym samym czasie w gospodzie przebywał Troll. Zdziwił go nieco widok słabowitego Mnicha pochłaniającego takie ilości alkoholu bez żadnego umiaru - nigdy dotąd nie widział go w akcji - więc pomyślał, że i on spróbuje resztek po mniszej popijawie. Troll nie mógł jednak przypuszczać, że wino zostało zaczarowane przez Czarownicę z drugiego końca Krainy w taki sposób, by każdego, kto je wypije, zamieniało w ropuchę. (Mnich był odporny na to zaklęcie, bo od szesnastej wiosny zapijał denaturat płynem do konserwacji zwłok.) Fortel zadziałał, Troll zmienił się w piękną, zieloną ropuszkę, upuszczając przy tym cały swój ekwipunek, a Czarownica wielce zadowolona z efektów swojego pomysłu czym prędzej ruszyła w drogę do karczmy, by odebrać fanty bez ryzyka bezpośredniego spotkania z trollową pałą. "Pół krainy to bezpieczna odległość", tak sobie wówczas myślała, ale nie wzięła pod uwagę, że jej zaklęcie straci swą moc, nim ona sama dotrze do karczmy...

W ciągu tych kilku dób Mnich poczynił znaczące postępy. Chociaż swojego genialnego planu nie zapamiętał po przebudzeniu, to jednak dopisało mu szczęście i na drodze napotkał złośliwego chochlika, który wysłał go wprost do Krain Wewnętrznych. "Heh, może i nie mam przy sobie Talizmanu, który ochroniłby mnie przed szkodliwym działaniem mrocznej magii na Szczycie Świata, ale skoro nadarza się okazja, to przynajmniej tam zajrzę! Będę mógł potem opowiadać, że chociaż tam dotarłem", pomyślał z dumą, po czym rozpoczął podróż do Bramy Szczytu. Po dwóch dniach wędrówki dzięki swojej wiedzy i zdolności filozofowania na każdy temat otworzył legendarne wrota i wkroczył do Szczytu Świata. "Niesamowite...", pomyślał. "...te widoki, to powietrze... czuć tu zapach mrocznej, wszechpotężnej magii... no, ale bez Talizmanu dalej nie pójdę", westchnął ciężko i ruszył ku z powrotem ku Krainie Zewnętrznej, by w jakiś sposób stać się właścicielem jednego z Talizmanów. Jeszcze nie wiedział, jak miałby tego dokonać, ale póki w bukłaku i w głowie chlupie wino, póty wszystko jest w porządku.

Podczas gdy Mnich docierał właśnie do Krainy Zewnętrznej, smutna mała ropucha kręcąca się w okolicy karczmy zmieniła się z powrotem w Trolla, który nie był ani smutny, ani mały, tylko olbrzymiasty i potwornie wściekły. Stanął on sobie pod karczmą... i czekał. Czekanie nie trwało długo - niebawem przez próg przestąpiła Czarownica, bardzo wesoła i bardzo obładowana JEGO rzeczami.
- No cześć. - rzekł do niej Troll i zalotnie puścił doń oko. Czarownica zbladła, upuściła za strachu jeden z mieczy, ale natychmiast go podniosła i rzuciła się do ucieczki, pobrzękując ekwipunkiem. Troll tymczasem tylko wzniósł oczy ku górze, pokręcił głową i powolutku, nieśpiesznie, krok za krokiem, ruszył za nią.
Pech chciał, by Mnich przypadkiem uruchomił jakąś starą magię, którą wziął za przepis za bimber, a która okazała się klątwą wymierzoną we wszystkie ZŁE istoty. Działanie klątwy sprawiało, że ofiary na trzy najbliższe dni zostawały spowolnione do minimalnej prędkości, tak jakby walczyły z jakąś potworną śnieżycą lub zamiecią. Należy tu napomknąć, że Mnich teoretycznie zwał się dobrym człowiekiem, Troll zachowywał umiar i neutralność, zaś Czarownicę przepełniało zło i chciwość...
...
Nooo... może nie do końca tak to wyglądało na co dzień, ale tak zostało to potraktowane przez wspomnianą klątwę...
Czarownica uciekała więc przed Trollem w iście żółwim tempie, ten zaś kroczył sobie za nią, oglądając motyle i wąchając kwiaty. Po drodze zaczepił ją najemnik proszący jedynie o umowę o dzieło, lecz ta odprawiła go i dalej desperacko parła przed siebie. Chociaż Troll mógł pocwałować daleko przed siebie, to jednak wolał deptać Czarownicy po piętach.
Pierwszego dnia spotkali się na równinach i wówczas jeszcze Czarownica była bardzo pewna siebie, jako że dzierżyła Złowrogie Oko. Troll zamachnął się pałą, ta zaś wyjęła je... i kompletnie nie miała pojęcia, jak go użyć. W tej jednej chwili zdała sobie sprawę, że artefakt, który cała trójka brała za potężną ochronę przed atakami fizycznymi, okazał się być jedynie jarmarcznym świecidełkiem! Nikt wcześniej nie sprawdził, jak się go używa; wszyscy sugerowali się jedynie opisem na załączonym do artefaktu pergaminie... Troll jednak nie uszkodził w żaden sposób Czarownicy, a jedynie odebrał jej Koronę Mądrości i puścił wolno.
Drugiego dnia spotkali się w lesie i tam Troll odebrał przeciwniczce magiczny pierścień, który dawał mu zarówno krzepę, jak i mądrość.
Trzeciego dnia przebywali w głębokiej puszczy. Tym razem Troll stwierdził, że Czarownica to biedaczka i nie ma przy sobie już nic wartego jego uwagi ("Może chcesz zabrać to oko? Chroni przed atakami fiz-"), i zdzielił ją tęgo przez głowę za te wszystkie poprzednie, zremisowane walki, podczas których dopisywało jej szczęście. Uczyniwszy to, zabrał jej konia i zostawił ogłuszoną w krzakach, samemu zaś udał się w stronę Szczytu Świata, by zająć się kłopotliwym Mnichem-Pijusem-Ochlajtusem.

Mnich tymczasem zszedłszy za bramę prowadzącą do Krain Wewnętrznych otrzymał drugi Talizman od pustelnika i z niemałą radością zawrócił, by mierzyć się ze Strażnikiem i ponownie wejść tam, skąd właśnie-
Chwila.
Drugi?
...
Drugi talizman?
- MIAŁEMŻE JA TALIZMAN CAŁY TEN CZAS?! D: - zakrzyknął w gniewie i wychylił trzy butelki wina, żeby nieco się uspokoić. Ledwo trzymając się na nogach podszedł do Strażnika Bramy i zaczął coś bełkotać, powalając pradawnego golema śmiertelnym stężeniem alkoholu w wydychanym przez siebie powietrzu, po czym chwiejnie, acz nieodwracalnie zaczął kierować się w stronę Szczytu Świata. Po drodze spotkał starego znajomego - najemnika, który zawędrował aż tu w poszukiwaniu uczciwej roboty - ale nawet w obecnym stanie Mnich był na tyle przytomny, by odmówić mu zatrudnienia wiążącego się z utratą procentów pieniędzy, za które można kupić w karczmie procenty. Pozostawało jasne, że Troll i Mnich w końcu się spotkają i wywiąże się między nimi finalna, ostateczna walka, lecz kiedy dokładnie miało to nastąpić, to już było nieokreślone...

Przez następne dni Czarownica smętnie snuła się to tu, to tam, szukając trzeciego Talizmanu (jeden z dwóch posiadanych przez Mnicha wpadł w ręce Trolla), ale bezskutecznie.

Finał tej historii wyglądał tak, że Mnich dysponujący całkiem sporą wiedzą, lecz niemogący pochwalić się równie potężną posturą dotarł aż na skraj piedestiału Korony Władzy, gdzie po krótkim starciu został odparty przez pomniejsze diabliki, z którymi to musiał niestety walczyć za pomocą broni, a nie umysłu, i wszystkie jego wcześniejsze, niesłychane dokonania poszły w niepamięć. Troll, który wybrał ścieżkę siłową, nie miał przeto problemu z diablikami i wspiął się na Szczyt Świata, gdzie zdobył Koronę Władzy i począł ciskać zaklęcia Rozkazu w dół, na dwójkę pozostałych Poszukiwaczy. Mnich widząc, że nie ma przed sobą wielu perspektyw, zaczął wywrzaskiwać z dołu swoje nowe motto - "na przypale albo wcale" - przez co nie mogący się skupić Troll przez cztery długie doby nie mógł trafić zaklęciami ani w Czarownicę, ani w Mnicha, lecz w końcu Mnich zdarł sobie gardło i został bez alkoholu, by je uzdrowić, i wówczas oboje z Czarodziejką pomarli.

Trzeba przyznać, że tym razem Troll nie był już tak potężny, wszak wiek robi swoje, konar przestaje płonąć itp., zaś Mnich wręcz przeciwnie, jak gdyby otrzymał nowe życie - co w pewnym sensie miało dosłowne znaczenie.

Kto wie, może kiedyś spotkają się trzeci raz?...