To jedno z dobrych wspomnień z dawnych czasów; chcę je zachować w pamięci.

***

- To gramy w te kalambury? W osiem osób będzie znacznie ciekawiej niż we cztery.

- A nie czekamy na P i R?

- Nie, oni mówili, że nie przyjdą.

- No to grajmy...

***

- Wasza kolej. Q, losuj hasło z woreczka. Tylko nie mów na głos!

- Ach. No tak, oczywiście.

"Szczęście." Hmm, chyba już wiem, jak to narysować, żeby tylko S zgadła...

- Okej...

- Dobra, to odwróć klepsydrę. Czas start. - Mam trzy minuty, co? Hmm...

Unoszę jeden palec do góry.

- Jedno słowo? - pyta moja druga połówka. Kiwam głową i zaczynam rysować.

- Lody? - pyta C. Kręcę głową i rysuję dalej.

- Wieża?

- Marsjanie?

- Sale Valhalli? A nie, miało być jedno słowo...

Rysuję dalej.

- Ratlerek?

- Niedźwiedź? Potwór?

- Chowaniec?

- Fallout! - woła S. Kiwam głową i wykonuję gest, jakbym sklejał trzy obrazki w jeden. - Vegas? New Vegas? - wskazuję na pierwszy obrazek. - Szczęście!

- Dokładnie!

- Gdzie tu niby jest narysowane szczęście? - pyta C ze zdumieniem.

- No... wszędzie i nigdzie. To taki, mhmm... mamy po prostu takie swoje swoje, hm... specjalne kody. - Wzruszam ramionami. Stary, co ja ci mam powiedzieć... rozumiemy się z S tak dobrze, że bezsprzecznie można to nazwać więzią umysłową!