Spotkanie w karczmie

Data publikacji: 11-11-13
Własna długość przycięcia: 0

- Co z tobą nie tak, Geralt? Wyglądasz jakbyś...
- Darujże, Zoltan, mówiłem ci przecie, że wszystko w porządku. W końcu jestem wiedźminem, mutantem bez uczuć, dam sobie radę. - burknął szorstko wiedźmin pociągając solidny łyk podłego wyzimskiego piwa.
- A ten znowu swoje. - bard przewrócił oczyma. - Nawet ślepiec by dojrzał, żeś przygasł okrutnie w ciągu paru ostatnich dni. Dawniej może i nie uśmiechałeś się za często, no i przyznam szczerze, że twój uśmiech do najpiękniejszych nie należał, ale teraz nie uśmiechasz się wcale. Co ci leży na sercu?
- Nic... - wiedźmin odwrócił wzrok, przeklinając w duchu całą tę kretyńską sytuację.
- Nie chędoż mi tu bzdur, tylko mówże w końcu! - zirytował się krasnolud i rąbnął pięścią w stół, aż zadźwięczały szklanice. - Nie mamy całej nocy.
- Czarodziejka...
- Ha! Wiedziałem, że to przez kobietę. - wykrzyknął bard tryumfalnie. - Nie można im ufać, powiadam, jedno nynie spojrzenie w ich kierunku wystarczy, by złamały komuś serce albo w jakiś niewyjaśniony sposób urósł im brzuch.
- Dobrze wiecie, że nie mam problemów z niechcianymi ciążami. - odparł sucho wiedźmin.
- A ty dobrze wiesz, że my tu nie o brzuchach gadamy. - żachnął się krasnolud, zmiatając resztki ze stołu swoją potężną brodą. - Wystarczy zajść na byle jakie targowisko czy do pierwszego lepszego alchemika i nabyć te tam, psia ich mać, magiczne specyfiki, i brzuch znika. Ale co ze złamanym sercem począć, hę? Na to żadna magia nie pomoże.
- Moja rada jest taka: chodźmy wszyscy do Passiflory, kupimy Geraltowi elfkę i wnet puśćmy całą sprawę w zapomnienie.
Krasnolud beknął przeraźliwie.
- Za grosz wyczucia nie masz, poeto chędożony. Widzisz przecie, że wiedźmin dziś nie w humorze. Tu piwska trza, nie kobiet, psia ich mać!
- A dajcie już spokój, idę rozejrzeć się za jakimś zleceniem. - oświadczył wiedźmin tonem wskazującym, że nie ma ochoty na dalsze dywagacje.
- A co będzie z tą czarodziejką? - spytał bard, na co krasnolud syknął ostrzegawczo.
- A co ma być?
- Nie będziesz próbował do niej... auć! Zoltan, za co to było?!
- Starczy, wybaczcie, ale mam dosyć wszystkiego na dzisiaj. Muszę iść zabić jakąś wiwernę albo odczarować strzygę. Bywajcie. - rzekł wiedźmin i wyszedł trzaskają drzwiami.
- Brawo, tylkoś bardziej go wkurzył! Poeta chędożony. Patrz, nawet piwa nie dopił...
- Bo podłe to piwo.
- A to też prawda. Podłe jak cała ta zasrana Wyzima, tfu.